Boże gdzie jesteś?

W wieku 22 lat doświadczyłam Boga w sposób, który zmienił moje życie.
Jak sięgam pamięcią wstecz, starałam się być dobrym człowiekiem. Od dziecka chodziłam do kościoła, szanowałam chrześcijańskie wartości i tradycje a Bóg był dla mnie ważny. Dorosłe życie coraz bardziej stawiało mnie w miejscach kompromisu i przegranej, jeżeli chodzi o wartości a realia otaczającego świata. Coraz częściej rodziły się we mnie dylematy, brakowało mi siły i nie widziałam autentycznych dobrych wzorców wokół siebie (kliknij tytuł aby przeczytać więcej)

Jako osoba czułam się samotna i byłam raczej zamknięta w sobie. W najtrudniejszych momentach mojego nastoletniego życia musiałam radzić sobie sama. Nie wyróżniałam się niczym szczególnym więc, by zyskać akceptację rówieśników, żyłam jak większość z nich. W środku mnie pozostawał jakiś brak. Czasami prowadziłam jakby podwójne życie – spokojnej dziewczyny ( tak widzieli mnie nauczyciele i ludzie, którzy mnie bliżej nie znali ) i osoby wyluzowanej – wbrew swoim wewnętrznym wartościom. Z czasem następowała we mnie wewnętrzna demoralizacja.
Będąc na studiach przeżyłam pewne trudne doświadczenie i cały mój świat się zawalił. Żeby zagłuszyć wewnętrzny ból, postanowiłam czymś się zająć, by o nim nie myśleć. Coraz częściej zaczynałam czuć się źle. Ponieważ ktoś mnie zranił, nie potrafiłam budować zdrowych relacji. Miewałam różne dolegliwości bez konkretnej przyczyny. Było mi wewnętrznie źle a na zewnątrz objawiało się to chorobą. I w takim właśnie momencie życia wydarzyło się dla mnie coś szczególnego.
Będąc zagranicą zetknęłam się z ludźmi, którzy byli bardzo szczerzy w swoim stosunku do Boga i to mnie zaintrygowało. Byli jednak z innego kościoła – nie tradycyjnego, jaki do tej pory znałam więc traktowałam ich z dużym dystansem. Ludzie ci nie ingerowali w moje życie a ja przyglądając się im zauważyłam, że mają coś w sobie, co bardzo mnie pociąga i czego mi brakuje. Oni mieli Boga w swoich sercach. Wierzyli Bogu a nie tylko coś o nim wiedzieli. W ich życiu nie było rozdźwięku pomiędzy sferą duchową a codziennym życiem. Po prostu nie byli inni będąc w kościele i poza nim. W moim sercu zaczęło się coś dziać. Ożywały moje pragnienia i tęsknoty zepchnięte wcześniej na dno duszy. Mój rozum sprzeciwiał się. Wcześniejsze nie zawsze dobre doświadczenia wyrobiły we mnie określony już pogląd na życie.
Walczyłam z myślami i wówczas moja uwaga skierowała się na fragment
z Ewangelii Mateusza 7:17-18 :
Tak każde dobre drzewo wydaje dobre owoce, a złe drzewo wydaje złe owoce.
Nie może dobre drzewo wydać złych owoców ani złe drzewo wydać dobrych owoców.(BT)
Potem z głębi serca zawołałam : Boże ja też tak chcę! (a chciałam być bliżej Boga i doświadczać Go )
Pewna osoba zaproponowała mi modlitwę, by Jezus przyszedł do mojego serca , oczyścił mnie
z moich grzechów i dał mi nowe życie. Trochę się wahałam ale stwierdziłam, że to nic złego – w końcu wierzę w Boga i chcę, aby mi pomógł. Pomodliłam się więc w taki właśnie sposób. Niedługo potem wróciłam do Polski i …
Wskoczyłam w dawny rytm. Nie zapomniałam jednak tego, co dotknęło mego serca. Wiedziałam, że coś się wydarzyło wewnątrz. Nie mogłam się cofnąć ale potrzebowałam pójść dalej. Znalazłam dla siebie społeczność kościoła ( byli tam ludzie doświadczający osobiście żywego Boga), w którym zaczęłam doświadczać Boga więcej.
Na jednym z nabożeństw odebrałam słowo od Boga, że On zabiera ode mnie ten wewnętrzny ból i od tego momentu jestem wolna. Nikt wokół nie wiedział o kogo chodzi, ale ja wiedziałam dokładnie, że chodzi właśnie o mnie. Wracając do domu tego samego wieczora spotkałam osobę, która była źródłem mojego bólu i nie zrobiła ona na mnie najmniejszego wrażenia. Wcześniej wszystko, co mi ją przypominało, powodowało całkowite rozbicie we mnie. To był dla mnie cud ! Uwierzyłam, że Bóg może mieć namacalny wpływ na moje życie. To było coś tak osobistego, że nikt mi nie wydrze tego z mojego serca.
Moje życie zaczęło się zmieniać.
Dziś mam rodzinę i nie żałuję, że zdecydowałam się zaufać Bogu a ON stał się dla mnie bliższy. Nie zawsze było mi łatwo. Były chwile trudne i całkiem fajne. Nauczyłam się, że problemy trzeba pokonywać a nie tylko zmieniać okoliczności. Do tej pory w trudnościach starałam się nie czerpać siły sama z siebie ale od Boga. To on mnie pocieszał, podpowiadał rozwiązania, zaopatrywał. Stałam się silniejsza wewnętrznie i dojrzalsza. W sercu mam pokój i nadzieję od Boga. Nie obawiam się przyszłości. Mam cel i poczucie sensu życia, a moja wiara zbudowana została na gruncie Bożego Słowa i osobistych przeżyć z Bogiem.
0 replies

Leave a Reply

Want to join the discussion?
Feel free to contribute!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *