Zawsze chciałem służyć Panu Bogu! – świadectwo byłego księdza

Odkąd pamiętam w moim sercu zawsze było wielkie pragnienie służby Panu Bogu. Kiedy rozmawiam z wieloma ludźmi, niektórzy przyznają się do tego, że kiedyś chcieli zostać księżmi czy pójść do zakonu, ale życie potoczyło się inaczej… Świadczy to o tym, że w naszych sercach jest wielkie pragnienie Boga, głód Boga, cudownej miłośći Tatusia. Rok temu ( 2006), kiedy przeczytałem książkę pt: „Dzikie serce” John’a Eldredge na nowo Bóg rozpalił we mnie swoją łaską to pragnienie, które było zagłuszone kompromisem z grzechem i spełnianiem religijnych rytuałów.  Wychowany w rodzinie religijnej, z tradycjami katolickimi, zawsze byłem blisko kościoła. Byłem ministrantem – „służyłem przy ołtarzu” podczas mszy, a póżniej zacząłem myśleć na poważnie o tym, żeby zostać księdzem…

Specjalnie w tym celu wybrałem liceum ogólnokształcące prowadzone przez zakonników i po maturze wstąpiłem do Wyższego Seminarium Duchownego. Po sześciu latach zostałem wyświęcony na księdza i skierowany na pierwszą parafię. Od razu pełen entuzjazmu i radości rzuciłem się w wir pracy duszpasterskiej, z młodzieżą udałem się na pieszą pielgrzymkę do Częstochowy, prowadziłem grupę Odnowy w Duchu Świętym (nie mając żadnego doświadczenia z grupami charyzmatycznymi), katechizacja i inne obowiązki księdza na parafii… Potem przyszedł kryzys, postanowiłem zrezygnować z kapłaństwa…(poprostu zakochałem się w dziewczynie) i odszedłem, (dzisiaj wiem, że bez Boga, chciałem żyć na „własną rękę”, ale Bóg chciał mi wtedy coś pokazać i czegoś nauczyć). Jednak to nie był ten czas, wróciłem i odbyłem karę w klasztorze (zamkniete trzy miesięczne rekolekcje) i po jakimś czasie mogłem wrócić do obowiązków kapłańskich. Póżniej dwie kolejne parafie, na jednej byłem pięć lat a na ostatniej dosłownie kilkanaście dni. Tak jak przed laty pełne zaangażowanie w pracę duszpasterską, pielgrzymki, grupy młodzieżowe, przyparafialny teatr… Próbowałem modlić się, spowiadać, pokutować na pielgrzymkach, ale nic nie dawało mi wewnętrznego pokoju, na zewnątrz byłem postrzegany jako super, świetny ksiądz a wewnątrz byłem jak faryzeusz – Jezus o takich ludziach mówił: groby pobielane, obłudnicy itp. zwyczajnie byłem jak „hipokrytos”. Mimo tego, że nosiłem sutannę coraz trudniej mi było stanąć przed ludźmi i mówić kazanie, nie jeden raz było tak, że Słowo, które głosiłem mówiłem sam do siebie! Dosłownie brakowało mi już „duchowego” Bożego powietrza, wiedziałem, że muszę pójśc autentycznie za Bogiem, bez żadnych kompromisów.
Na kilka miesięcy przed moim odejściem z kapłaństwa, ktoś powiedział do mnie: Marcin, nie możesz tak żyć,musisz spotkać Boga żywego i jeżeli spotkasz Go w kościele katolickim to zostań i bądź dobrym księdzem, albo wyjdź i szukaj Go. Wtedy nie wiedziałem co to znaczy spotkać Boga Żywego i wiedziałem, że nie mogę zostać w tym kościele bo już wiele rzeczy mi się nie zgadzało z Pismem Świętym, nie chciałem dalej żyć w zakłamaniu co innego mówić i co innego robić. W tym czasie dostałem książkę o której wspomniałem na początku, a która strona po stronie robiła we mnie rewolucję duchową, zaczynałem odkrywać na nowo swoje pragnienie Boga i to mnie pociągało coraz mocniej. W ostatnim miesiącu wiele w samotności przepłakałem, z rozdartym sercem modliłem się do Boga i pytałem co mam dalej robić.
Od znajomych dostałem zaproszenie na nabożeństwo do kościoła zielonoświątkowego, wzbraniałem się, bo uważałem, że to sekta. Ale w zaciszu plebani w przeglądarce internetowej wpisałem: „kościół zielonoświątkowy” i jako pierwszy link ukazał mi się zbór w Świdnicy (dzisiaj wiem, że to było Boże działanie). Zainteresowałem się fajną stroną zborową i postanowiłem zobaczyć, kto jest pastorem, okazało się, że mamy podobną przeszłość. Po przeczytaniu świadectwa pastora, napisałem do niego o tym, co dzieje się w moim sercu, o swoich pragnieniach. Otrzymałem szybką odpowiedź i pojechałem na spotkanie i pierwsze nabożeństwo do zboru, gdzie poczułem się jak u siebie w domu. Otrzymałem propozycje tymczasowego zamieszkania w domu rekolekcyjnym przy zborze i tego samego tygodnia uczyniłem krok wiary idąc odważnie za Jezusem.
Był to koniec lipca 2006, więc minął już rok, ale nie żałuję podjętego kroku, chciaż wiele osób mówiło mi, że kiedy ksiądz zrezygnuje będzie do końca nieszczęśliwy – jest to nieprawda, chyba, że nie pójdzie całym sercem za Bogiem. Dosłownie kilka dni póżniej oddałem swoje życie Jezusowi – po ośmiu latach bycia księdzem! Dwa miesiące póżniej dostałem pracę. Na kilka dni przed chrztem wodnym zostałem ochrzczony Duchem Świętym i otrzymałem dar języków (co dla mnie wczesniej było niepojete) Doznałem niezwykłego doświadczenia Bożej łaski i oczyszczenia z moich grzechów, kiedy w  środku nocy przebudziłem się i zacząłem czytać Pismo Św. (Dziesięć Przykazań) i nagle poczułem w swoim sercu jak zaczyna płonąć, zacząłem płakać i modlić się: Boże ja wiem, że to Ty proszę Cie oczyszczaj mnie i wypalaj i wtedy usłyszałem w swoim duchu trzy grzechy z którymi mam zerwać więż. Wypowiedziałem je na głos w imieniu Jezusa Chrystusa. Trwało to około trzech godzin, nad ranem poczułem błogi pokój, Bożą obecność i wtedy powiedziałem: Boże ja zawsze Ciebie takiego pragnąłem, zawsze chciałem Ciebie tak doświadczać.
Dzisiaj modlę się o Boże prowadzenie każdego dnia i tego doświadczam dosłownie namaclanie, jak Pan Bóg mnie prowadzi. Wiem, że jedyną moją siłą i autorytetem jest Pismo Święte, które staram się każdego dnia czytać i rozważać. Nie wiem co Pan Bóg zaplanował dla mnie na resztę życia, ale wiem, że ma wspaniały plan dla mnie i dla Ciebie. Pragnienie mojego serca zostało na nowo odkryte przez Boga na Jego światło i chcę, aby Bóg mnie używał do swojego dzieła, Jemu chcę służyć. Jestem grzesznikiem, ale wiem, że Jezus umarł raz na zawsze za wszystkie moje grzechy na krzyżu i obmył mnie swoją Świętą Krwią i każdego dnia mogę żyć w Jego cudownej wolności.
Dziękuję Bogu, za uratowanie mojego ziemskiego życia (urodziłem się jako wcześniak ważąc niecały kilogram i mierząc zledwie 30 cm), za moich kochanych rodziców, szczególnie mamę i siostry.
Dziękuję Bogu, za drugie duchowe narodzenie i odwagę pójścia za Jezusem.
Dziękuję Bogu za wszystkich ludzi, których postawił na mojej drodze życia. Za wszystkich się modlę, aby nie zabrakło odwagi do podobnego kroku wiary. Za Ciebie również, który przeczytałeś moje świadectwo.
Bogu niech będą dzięki za moją kochaną żonę, którą postawił w odpowiednim momencie na mojej drodze życia.
Błogosławię w imieniu Jezusa koścół rzymsko-katolicki w którym zostałem wychowany, błogosławię biskupa diecezji legnickiej w której byłem przez osiem lat księdzem, wszystkich księży a zwłaszcza moich kolegów.
Dziękuję również Bogu za zbór w Świdnicy, który okazał mi wiele wsparcia modlitewnego, żywego świadectwa działania Boga dzisiaj oraz schronienia na pół roku po wyjściu z kapłaństwa.
Dzisiaj wiem, że Bóg chce, abyśmy się na nowo narodzili dla Królestwa Bożego i odważnie oddali Mu swoje życie, bo „tak Bóg umiłował świat, że Syna swego jednorodzonego dał, aby każdy, kto weń wierzy nie zginął, ale miał żywot wieczny” (J3,16)

0 replies

Leave a Reply

Want to join the discussion?
Feel free to contribute!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *